czwartek, 31 grudnia 2015

Prolog

Minęło sporo czasu, od kiedy ciemna strona mocy została „zniszczona”. Lecz małe zalążki nie umarły. Pewien mężczyzna spojrzał na niebo.  Było bezchmurne rozgwieżdżone. Spojrzał na jedną z gwiazd zwaną Julet. Miał rude włosy jednakże już przyprószone siwizną. Zaciskał w dłoni miecz świetlny. Jego towarzysz przez długie lata, kiedy to ciemna moc rosła w siłę.  Chciał go wyrzucić. Skończył z tym. Skończył z byciem jedi. Jeśli to było możliwe. Kiedy tylko ją poznał. Kobietę jakby z jego najpiękniejszych snów.  Westchnął i wtedy usłyszał cichy płacz rosnący w siłę. Zerwał się i wpadł do pokoju obok.  Jego synowa leżała na łóżku cała zlana potem a jego żona w dłoniach trzymała maleństwo. Darło się niemiłosiernie. Podbiegł do niej. Była taka krucha. Wziął ją delikatnie z rąk swej żony. Owinięta była w ręczniki. Delikatnie przejechał po jej jasnych włoskach i po bladej twarzyczce.
 - Julet. Będziesz się nazywać Julet a moc będzie w tobie. –powiedział. Matka małego zawiniątka rozpłakała się lecz ze szczęścia. Mężczyzna musnął delikatnie czoło małej dziewczynki. Uspokoiła się.  – Dokonasz wielkich rzeczy maluszku. Jestem tego pewien.
***
 - To chłopiec. –powiedziała pielęgniarka. Mężczyzna uściskał ją ze szczęścia.  –Cały i zdrowy. Żona pozwala wejść. Proszę tylko nie za bardzo się ekscytować. Jeszcze obudzi pan dziecko.
 Wziął głęboki oddech podszedł do drzwi które same się otworzyły. Kobieta uśmiechnęła się blado do mężczyzny. Była wyczerpana, ale jednak szczęśliwa.
 - Pamiętasz jak razem rozmyślaliśmy nad imieniem? –zaśmiał się. Wziął od kobiety chłopca, który ciamkał swoimi malinowymi drobnymi ustkami. –Było to na statku i przewoziliśmy jakieś stwory. Chłopiec miał być Dave. I niech tak zostanie. Mój Dave chłopak, który będzie niczym Han Solo. Będzie najlepszym przemytnikiem w dziejach galaktyki. A może nawet łowcą głów? Albo jedno i drugie. Jedno jest pewne.  Widzę przed nim świetlaną przyszłość.